Czesław Niemen – Niemen Enigmatic

Czesław Niemen – Niemen Enigmatic

Polska

 


 

Pierwsze polskie wydanie LP – Polskie Nagrania Muza XL 0576 (mono), SXL 0576 (stereo), 1970

Najwyższa pozycja na liście przebojów – numer ?.

 

 

Okładka pierwszego wydania LP (mono/stereo)

OCENA 10/10

 


 

Lista utworów:

 

Strona A

  1. Bema pamięci rapsod – żałobny

 

Strona B

  1. Jednego serca
  2. Kwiaty ojczyste
  3. Mów do mnie jeszcze

 


 

Skład:

 

Czesław Niemen – lead vocal, Hammond organ

Tomasz Jaśkiewicz – guitar

Janusz Zieliński – bass guitar

Czesław „Mały” Bartkowski – drums

Zbigniew Namysłowski – alto sax

Michał Urbaniak – flute, tenor sax

Zbigniew Sztyc – tenor sax

Alibabki – backing vocals

Choir directed by Romuald Miazga

 

Nagrano: październik 1969

 

Realizacja nagrań – Zofia Gajewska

Operator dźwięku – Jacek Złotkowski

 


 

No cóż przyznam się bez bicia, że nigdy nie byłem specjalnym entuzjastą Niemena. Albo inaczej – bardzo cenię jego (szczególnie te mniej komercyjne) dokonania i bezdyskusyjny, ogromny talent wokalny, natomiast legendarna otoczka jaka od lat roztacza się nad tym wykonawcą wydaje mi się lekko mówiąc nieco przesadzona. Teorie wygłaszane przez wszelkie autorytety, które raczej niewiele w życiu słyszały, jakoby Niemen przełamywał jakieś światowe prądy muzyczne (np. grając w 1967 roku jakąś podróbkę Jamesa Browna, kiedy chociażby w Anglii Pink Floydzi nagrywali właśnie swój pierwszy album) u bardziej wyrobionego odbiorcy wywołują raczej uśmiech politowania niż zachwytu. Niech jednak ten nieco ostry, sarkastyczny i krztynę krytyczny wstęp nie zniechęci fanów Artysty, ponieważ jednocześnie uważam, że Niemenowi przydarzyły się rzeczy znakomite, a patrząc przez pryzmat naszego rynku muzycznego – wybitne. Przyznaję, iż nie lubię pierwszych dwóch albumów Pana Czesława, ale już longplaye od Czy mnie jeszcze pamiętasz do Niemen Aerolit bez wątpliwie należą do naszej absolutnej rockowej czołówki.

 

Tylna strona okładki LP

Dzisiaj chciałbym skupić się na czwartym albumie wokalisty, czyli słynnym – Niemen Enigmatic. Jest to moja pierwsza trójka polskich płyt rockowych i moim skromnym zdaniem jedyny album w historii naszej fonografii, który powstał „na czasie”. Umówmy się, że np. debiutancki Breakout (od którego ponoć zaczął się polski rock), zawierał muzykę jaką na zachodzie grało się dobre 3 lata wcześniej. Natomiast zarejestrowany w październiku 1969 roku longplay Niemena, zawierający kapitalną mieszankę rocka, jazzu, muzyki barokowej, sakralnej, a nawet eksperymentalnej, to typowy rock progresywny, jaki panował na światowych rynkach muzycznych właśnie na przełomie lat 60. i 70. Dodatkową wartością albumu jest to, że zamieszczono na nim tylko cztery (a co za tym idzie długie) utwory. Kolejne wartości dodatnie to: wyborna forma muzyków (porównajmy chociażby „polską” wersję Rapsodu z tą z amerykańskiej płyty Niemena – Mourner Rhapsody/1974/, gdzie ponoć wybitny zespół snuje się nie do zniesienia) oraz świetna realizacja dźwięku, co u nas było niestety rzadkością. Pozostają jeszcze teksty. Nasza poezja z najwyższej półki (Norwid, Asnyk, Przerwa-Tetmajer), zachodniemu słuchaczowi nie przyniesie co prawda jakiś dodatkowych doznań, ale dla nas jest to wyjątkowo wysmakowana uczta intelektualna.

 

Napiszmy jeszcze coś konkretniejszego o samych utworach. Pierwszą stronę albumu wypełnia w całości ponad 16-sto minutowy – Bema pamięci żałobny – Rapsod. Kto wie czy nie jest to najlepsza kompozycja Niemena. Trudno uwierzyć, że do tak trudnego tekstu napisał on tak przystępną, a jednocześnie ambitną muzykę. Pierwsza część utworu to połączenie jazzowo-eksperymentalnej kakofonii z pastoralnymi Hammondami, okazjonalnymi dzwonami i chórem nawiązującym do śpiewów gregoriańskich. Mistrzowsko buduje to nastrój żałoby. Natomiast część „piosenkowa” to urzekające barokowe pasaże organów Hammonda; czadowe choć oszczędne bębny z kapitalnie dudniącą „stopą”; smakowita, dopełniająca melodię gitara i jazzujący bas (o brzmieniu z lekka przypominającym kontrabas). No, a nad tym wszystkim góruje oczywiście niepodrabialny wokal Niemena. Czysta poezja – dosłownie i w przenośni !!!

 

Drugą stronę otwiera, chyba najbardziej znany fragment albumu – Jednego serca. Na wykonanie tego utworu decydują się od czasu do czasu jakieś współczesne gwiazdki, budząc niezmiennie mój uśmiech politowania. Po co porywać się z motyką na słońce? No, ale wersja Niemena to zupełnie inna liga muzyczna. Fajny hammondowy „riff” na początku, „chwytliwa” melodia, niezawodne Alibabki w chórkach, niezłe solo gitary przechodzące w wyborne solo saksofonu, a wszystko prowadzi do coraz większej jazz-rockowej kakofonii po której znów powraca urzekający temat główny (uważne ucho zauważy tam dość wyraźny montaż). 

 

Czechosłowacka okładka LP

Poprzedzone gitarową introdukcją, balladowe i refleksyjne Kwiaty ojczyste, oparte są na jakby „kulejącym” rytmie, świetnie podkreślanym przez perkusję i bas. W instrumentacji pojawia się flet, Alibabki od czasu do czasu wtrącają „natrętny” motyw wokalny, a w środku mamy rewelacyjne, typowo jazzowe solo saksofonu (po którym znów możemy wyłuskać niezbyt precyzyjny montaż). Niemen skleja to wszystko swoim bezbłędnym śpiewem i wstawkami Hammondów. Bardzo lubię też opartą na powtarzającym się temacie wokalnym Alibabek codę, która z powtórzenia na powtórzenie narasta i nabiera mocy. Szkoda, że numer wyciszono tak szybko, bo mogłoby to z powodzeniem potrwać jeszcze dobre dwie/ trzy minuty.

 

Zamykające longplay, rozkołysane, odrobinę osadzone w bluesie Mów do mnie jeszcze to najbardziej „piosenkowy” fragment albumu. Utwór ma niespełna pięć minut, co na jak ten album jest wynikiem niezbyt imponującym, ale i tak znalazło w nim miejsce na długie solo gitary i fajnie budowane napięcie, które narasta stopniowo w każdej zwrotce aż do rozładowania przy finałowych strofach – uwielbiam moment kiedy perkusja zostaje na moment sama i Czesław Bartkowski wali w nią niemiłosiernie mocno, czy ktoś jeszcze dziś tak gra?

 

Cóż tu dodać. Jest to album z najwyższej możliwej rodzimej półki i nie wyobrażam sobie, aby jakikolwiek fan rocka w Polsce mógł nie znać tej płyty.

 

P.S. Longplay doczekał się kilku wydań na CD, ale ja lubię najbardziej wersję Digitonu z 1995 roku (na złotym dysku) z masteringiem samego Niemena (Mistrz dodał tu sporo pogłosu) oraz najbliższą oryginałowi, dynamicznie zremasterowaną edycję Polskich Nagrań z 2014 roku.

 

Jeżeli ktoś szuka winylowego oryginału to należy pamiętać, że okładka musi mieć dwa numery katalogowe XL i SXL oraz owalny, duży napis „Muza” nad nimi. No i jeszcze mała ciekawostka dla mniej wtajemniczonych. W 1971 roku longplay ukazał się także w Czechosłowacji w zupełnie innej okładce, co zobaczyć możemy powyżej.